Zawsze jak się wstanie rano to dzień wydaje się dłuższy. I wcale nie jest tak, że trzeba iść wcześniej spać bo dzień był „pełniejszy” we wrażenia i zmęczenie wcześniej cię dopadnie. Tego dnia właśnie tak było, słońce od rana ostro wstawało między gałęziami ciasnego lasu na Górze Wierzejskiej. Te lasy znam od dziecka. Zawsze urzekały mnie swą bogatą różnorodnością. Kiedy się po nich przechadzasz widzisz, że jest tam buczyna karpacka, jest i jodła olbrzymia, dostojna i gęsta aż ciemno pośród niej.
Nigdy nie zapomnę mojego pierwszego „spotkania” z łosiem, który wystraszył mnie porządnie kiedy jego zad znalazł się w okularze lornetki. Spory i bliski jakby na wyciągnięcie ręki. Łoś stał i patrzył mi się prosto w oczy przez tę moją lornetkę. Pamiętam go jak dziś.
Wierzejska jest przytuliskiem wielu stworzeń, są tam borsuki, jelenie, lisy, sarny, no i oczywiście łosie. Niedawno Łukasz odkrył tam przeplatkę aurinię, ktorej ochronę siedlisk zdecydowaliśmy się rozpocząć.



